Liga angielska nabiera rozpędu. W zeszłej kolejce mieliśmy hit pomiędzy City a Chelsea, teraz mamy kolejny gwóźdź programu - pojedynek Arsenalu z Liverpoolem. Arsenal rozpoczął sezon świetnie - od zwycięstwa w meczu o Tarczę Wspólnoty z Chelsea. Jednak za chwilę totalnie się skompromitował przegrywając u siebie z West Ham 0:2. Przy obu bramkach maczał w tym palce pozyskany Petr Cech. W drugim jednak spotkaniu (kolejne małe derby Londynu) Arsenal wygrał z Crystal Palace 2:1 odkupując nieco winy. Z kolei Liverpool wychodzi z założenia że minimalistyczna postawa wystarczy by odnosić sukcesy. 1:0 ze Stoke i za chwilę kolejne 1:0 z beniaminkiem Bounemouth dają na razie The Reds komplet punktów. Jednak czy taka minimalistyczna postawa wystarczy w meczu z Kanonierami? Śmiem wątpić. Cazorla, Ozil, Sanchez, Giroud postawią na pewno trudne zadanie przed obroną Liverpoolu. Kładąc na szali potencjał Arsenalu i Liverpoolu waga przechyla się raczej na korzyść The Gunners. W Liverpoolu motor napędowy Philippe Coutinho nie jest w szczytowej formie, a Benteke potrzebuje jeszcze chyba paru meczy by dobrze zrozumieć się z kolegami z drużyny. Ponadto w meczu z Bounemouth kontuzji nabawił się kluczowy gracz The Reds - Henderson. Londyńczykom na pewno łatwo nie będzie, ale biorąc jeszcze pod uwagę atut własnego boiska stawiam w tym meczu na skromne zwycięstwo Kanonierów.

