Mecze Anglików i Włochów w pierwszej kolejce potoczyły się podobnie. Zarówno Arsenal jak i Napoli prowadziły 2:0, w końcówce traciły gola, który wniósł nieco nerwowości, lecz ostatecznie wygrały po 2:1. Borussia i Marsylia musiały tymczasem pogodzić się z rolą pokonanych. Dzisiejsze spotkania nie zdecydują jeszcze rzecz jasna o tym, kto wyjdzie z grupy F. Jednym wywieszą jednak tabliczkę „Tak dalej", a innym zapalą wyraźne światełko alarmowe. Pojedynek Arsenalu z Napoli jest bez wątpienia największym hitem wtorku w Lidze Mistrzów. W swoich ligach oba zespoły radzą sobie znakomicie – „Kanonierzy" są liderem, ekipa z San Paolo zajmuje drugie miejsce. Dziś wieczorem któraś z drużyn straci punkty. Arsenal i Napoli mierzyły się na Emirates Stadium całkiem niedawno, bo na początku sierpnia tego roku – mecz, rozgrywany w ramach towarzyskiego turnieju Emirates Cup, zakończył się rezultatem 2:2. Dziś remis nie będzie satysfakcjonował nikogo. – Trzeba wygrywać przed własną publicznością – mówił Arsene Wenger. – Mamy skład zdolny do osiągania sukcesów i w Serie A, i w Lidze Mistrzów – wtórował mu Rafael Benitez. Obaj trenerzy mają jak na razie powody do zadowolenia, ale dzisiejszy pojedynek może być dla nich najcięższym w pierwszej części sezonu. W zespole Arsenalu nie zobaczymy kilku ważnych zawodników, jak Lukas Podolski, Alex Oxlade-Chamberlain, Abou Diaby, Santi Cazorla czy przede wszystkim Theo Walcott. Pod znakiem zapytania stoi też występ Tomasa Rosicky'ego. Większość z tych urazów nie jest jednak nowa i Arsene Wenger wie, jak skompletować swój skład. Liczyć będzie przede wszystkim na magicznego Mesuta Özila i znakomicie dysponowanego ostatnio Aarona Ramseya. Od pierwszej minuty zagra zapewne 18-letni Serge Gnabry, który przebojem wdarł się do zespołu. W szeregach Napoli może zabraknąć dwóch ważnych postaci, Gonzalo Higuaina i Raula Albiola – kwestia ich występu rozstrzygnie się w ostatniej chwili. Na pewno nie zagra kontuzjowany Christian Maggio. Moim zdaniem mimo osłabienia ale grając u siebie wygra Arsenal.

