Do analizy wybiorę spotkanie NBA wobec którego wielu przejdzie omijając je szerokim łukiem z racji tego że oba zespoły nie należą do klubów zrzeszających wielu fanów. Będzie to pojedynek pomiędzy Charlotte Bobcats a Cleveland Cavaliers. Drużyna Charlotte nie zwojowała. Stosunkowo młoda drużyna której właścicielem jest Michael Jordan. Na początku sezonu myślałem że coś z tej drużyny będzie. Świadczyły o tym wyniki osiągane przez tą drużynę. Wygrana z Milwaukee Bucks oraz porażka z Miami w meczu w którym Charlotte roztrwonili w II połowie spotkania wysokie prowadzenie i przegrali jednym punktem. Niestety później było już gorzej i porażki były znaczne w tym z … Miami (różnicą 39 punktów). W ostatecznym rozrachunku drużyna prowadzona przez Paula Silasa po trzynastu spotkaniach posiada bilans (3-10). Ich dzisiejszym rywalem będzie Cleveland Cavaliers. Kiedyś drużyna ta kojarzona była tylko z jednym graczem czyli Lebronem. Wspomniany zawodnik z bardzo przeciętnej drużyny swoją grą uczynił bardzo silnym zespołem który dwa razy grał w finale konferencji. Niestety głód braku tego co jest esencją w NBA czyli tytuł mistrza sprawił że gwiazdor przeniósł się do Miami aby tam stworzyć tercet z Boshem i Wadem. Po jego odejściu Cleveland Cavaliers zaczęli grać wręcz tragicznie. W minionym sezonie Cavaliers byli najgorsi w konferencji wschodniej z rekordem 19-63. Zanotowali również passę 26 porażek z rzędu, co jest niechlubnym rekordem w historii NBA. W drafcie przed tym sezonem poszczęściło im się i wylosowali dwa z wysokie wybory 1 i 4. Co zapewne sprawi że tegoroczny sezon powinien być lepszy w ich wykonaniu. Jak pokazał początek sezonu tzw. jedynka z draftu czyli Kyrie Irving udowadnia działaczom Cavs że wokół tego zawodnika można budować zespół. Już w swoim pierwszym sezonie notuje statystyki na poziomie 17 pkt 5 asyst i 3 zbiórek na mecz jeśli do tej młodości dorzucić punkty takich zawodników jak Antwan Jaminson i Ramon Sessions oraz zbiórki Andersona Varejao to mamy dość ciekawy zespół co prawda nie taki jaki grał w finałach NBA ale taki który nie będzie tylko dostarczycielem punktów dla innych zespołów. Po jedenastu spotkaniach mają pięć zwycięstw i zajmują ósmą pozycję w swojej konferencji. Gdyby zespół wspiął się na wyżyny swoich umiejętności to przy odrobinie szczęścia stać ich na grę w play offach oczywiście z najniższego miejsca.

