Derby Krakowa to najważniejsze wydarzenie tej serii spotkań. Cracovia po imponującym początku w którym rozgromiła 5:1 Piast zagrała słabe mecze wyjazdowe, najpierw przegrali w Niecieczy 3:2, a następnie jedynie remis w starciu z Górnikiem Łęczna. Już w poprzednim roku wyjazdy nierówne o czym świadczy wynik 5-5-5, bramki 23:23 –czyli równo ale bez rewelacji. Odważniejszą, skuteczniejszą, ciekawszą, szybszą po prostu lepszą wersję ekipa prezentuje tutaj przed własną publicznością, zresztą pierwszy mecz to pokazał. Najważniejszą sprawą było to że po prostu tutaj strzelali i to bardzo dużo jako jedyni przekroczyli granice ponad 30 bramek czyli średnio było ponad dwie na mecz. Ta jakość w ofensywie jest mimo odejścia Rakelsa oraz Kapustki, nawet w tych przegranych meczach stworzyli sporo sytuacji, a u siebie jeszcze raz wspomnę ta pewność w ataku jest większa. Wisła od początku nie zachwyca, nawet zwycięstwo z Pogonią było mało przekonywujące, następnie dwie porażki w Gdyni 3:0 i Gdańsku 3:1. Bardzo niepewnie wyglądają w defensywie, grają fragmentami spokojnie mądrze a tu za chwilę jeden błąd który od razu kończy się bramką, tak było w Gdańsku gdzie po strzelonej bramce zaczęli dominować i to oni miel okazję na 1:2, po czym błąd w ustawieniu u bramka. Tych błędów jest po prostu za dużo a co najgorsze od razu kończą się stratą bramki. Wisła ma wiele problemów, na pewno motywacji im nie zabraknie w takim meczu, ale ta ich dyspozycja to wielka niewiadoma są jak wspomniałem momenty dobrej szybkiej gry w ofensywie gdzie jest potencjał przy takie grze Cracovii będą potrzebowali bramek bo wątpię że zachowają zero po stronie strat. Derby wiążą się swoimi prawami, tutaj będzie walka o ostra gra to też przemawia za bramki bo po jednej i drugiej stronie są specjaliści do bezpośredniego strzału na bramkę, czy też eksperci od gry głową. Obaj trenerzy zapowiadają po ostatnich występach ze interesując ich tylko trzy punkty, forma obu ekip w defensywie słaba, tutaj będzie parcie na strzelanie bramek a jak wpadnie szybko to już pójdzie .

