Na samym końcu 24 kolejki Niemieckiej Bundesligi Hoffenheim będzie podejmował Bayern Monachium. Na samym wstępie można uczepić się tego, że w tym meczu powinno paść kilka bramek, a właściwie musi. Bayern strzela ostatnio na zawołanie, a miejscowy tracą bramki w mniej więcej takim samym stopniu. Co to oznacza? Pod względem statystycznym wielki festiwal strzelecki Bayernu, ale nie koniecznie może tak być, otóż Hoffenheim możne się całkiem zamknąć na własnej połowie i tylko bronić dostępu do własnej bramki. Wówczas Bayern będzie chciał za wszelką cenę strzelić, wychodząc jeszcze wyżej, a tym samym dając rywalom szanse na kontry. Oczywiście tak ten mecz wyglądać może, a nie musi. Hoffenheim obecnie jest na miejscu 17 i ma jedynie 16 punktów. Jest to w pewnym sensie dylemat bowiem ta ekipa jest pod presją spadku do II Ligi. Strzelone 27 bramek nie robi wrażenia, a tym bardziej na zawodnikach z Allianz Arena, a dlaczego napiszę później. Gospodarze pozwolili wszystkim rywalom ligowym strzelić łącznie 48 bramek - najwięcej. Ostatnie 5 spotkań to 3 punkty dzięki 1 zwycięstwu oraz, co wydaje się być jasne, 4 porażkom. "Mistrz Niemiec" - bo tak już określany jest Bayern dzięki fantastycznej grze i osiągnięciom ma 60 oczek co daje naturalnie lokatę 1 i przewagę nad 2 Borussią w postaci 17 więcej zgromadzonych oczek. Ostatnie 5 meczów to 5 zwycięstw i łączny bilans (z tych spotkań) 17-1. Imponujące, nie prawda? Wspomniałem o tym, że skuteczność miejscowych nie robi wrażenia na Bayernie. A to dlatego, że w porównianiu z tymi 27 golami "wieśniaków", Bawarczycy strzelili 63 i zamiast 48 straconych "małych punktów", utracili jedynie 8. Ten mecz zatem wydaje się być czystą formalnością, ale czy te statystyki zdadzą egzamin w praktyce zweryfikuje boiskowa rzeczywistość.

