Do analizy wybrałem spotkanie z NBA. Będzie to pojedynek Utah Jazz z L.A Lakers. Wg mnie pozycja jaką zajmuje obecnie drużyna gospodarzy to nic innego jak korzystny kalendarz rozgrywek tzn. grali z mało wymagającymi drużynami na własnym parkiecie dzięki czemu wygrali 5 spotkań u siebie. W zespole tym nie ma szału. Tylko dwóch graczy może pochwalić się średnia powyżej 10 pkt na mecz. Najskuteczniejszy w tym zespole jest silny skrzydłowy grający na pozycji centra Al Jefferson który ma średnią 19.5 pkt oraz 9 zbiórkami na mecz. Chłopaczyna natłuk sobie te punkty i zbiórki na cieniasach. O tym gdzie jest jego miejsce w NBA pokazali zawodnicy LA pokazali 27 grudnia ogrywając Utah 25 punktami a wspomniany wyżej zawodnik zdobył w tym spotkaniu aż 4 pkt. Dziś powraca koszmar grudnia czyli Utah ponownie zmierzy się z LA.Lakers. Sezonowcy ("fani" którzy lubią najlepsze drużyny) zapewne uciekli już od kibicowania Jeziorowcom i swoje uczucia skierowali w stronę Clippersów. A tymczasem LA pokazują że w starym piecu diabeł pali. Skreślany w trakcie tego sezonu Kobe (z powodu kłopotów z nadgarstkiem) udowodnił ostatniej nocy kto jest bezapelacyjnie królem NBA ostatnich czasów zdobywając dla swojej drużyny 48 ptk i prowadząc LA do zwycięstwa 99-83 nad Phoenix Suns. W zespole Jeziorowców jest jeszcze przynajmniej dwóch zawodników którzy co prawda nie grają tak efektownie jak Kobe ale potrafią wziąć odpowiedzialność za wynik na swoje barki (chodzi mi oczywiście o Gasola i Bynuma). Wg mnie dziś Utah Jazz zakończy swoją serię 5 zwycięstw z rzędu która nie powinna się już w tym sezonie im powtórzyć. Dysproporcja sił w tym spotkaniu jest znacząca na korzyść LA.

