To co stało się w pierwszym meczu zadziwiło wszystkich. W futbolu zdarzają się oczywiście niespodzianki, drużyna teoretycznie słabsza potrafi sprawić psikusa silniejszemu na papierze przeciwnikowi i wygrać z nim mecz, ale żeby przegrać aż 0-4 na własnym terenie, będąc o kilka klas lepszym? Sampdoria radziła sobie dobrze w ubiegłym sezonie Serie A, była groźna dla każdego, na jej grę patrzyło się z przyjemnością. W przerwie letniej skład został zmieniony, nie ma już w klubie uzdolnionego Pedro Obianga, który odszedł do West Hamu United, silny i rosły napastnik Stefano Okaka zasilił belgijski Anderlecht. Strzegący bramki reprezentant Argentyny - Sergio Romero odszedł do Manchsteru United. W klubie nie ma też Samuela Eto'o, tyle że ten zawodnik w przeciwieństwie do pozostałych ubytków nie zaprezentował w drużynie z Genoi nic szczególnego. Jednak do włoskiego klubu przyszli, wydawałoby się, wartościowi piłkarze. Fernando z Szachtara Donieck miał wzmocnić środek pola, a wykupienie Luisa Muriela miało sprawić, że nie będzie problemów ze snajperem. Zarówno jeden jak i drugi zagrali w pierwszym spotkaniu, a mimo to mecz zakończył się kompromitacją. Vojvodina ma w kadrze utalentowanych zawodników, klub stawia na młodzież. Brak doświadczenia nie był problemem w pierwszym meczu, powiew młodości i świeżości okazał się jedynie atutem. Drużyna z Serbii ma już praktycznie zapewniony awans, jednak Sampdoria będzie chciała zachować twarz odpadając z pucharów, dlatego raczej skromnie wygra rewanżową konfrontację.

