W pierwszym meczu w Londynie doszło do nie lada niespodzianki, by nie powiedzieć sensacji. Kibice na Upton Park długo przecierali oczy ze zdumienia, kiedy w ostatniej minucie mało znany maltański zespół wyrównał na 1-1. West Ham nie jest co prawda czołową drużyną Premier League, w kwalifikacjach grają dzięki rankingowi fair play UEFA, ale i tak prezentują niezły futbol, mając w kadrze tak rozpoznawalnych zawodników, jak chociażby dynamiczny napastnik z Ekwadoru Enner Valencia czy kreatywny ofensywny pomocnik Dimitri Payet, sprowadzony z Marsylii w tym okienku transferowym. Pod wodzą nowego trenera Slavena Bilicia popularne Młoty miały przejść przez fazę eliminacyjną bez większych problemów. Przeciwnik z Andory w pierwszej rundzie nie sprawił żadnych kłopotów, w dwumeczu zakończyło się 4-0. Po wylosowaniu maltańskiej Birkirkary kibice West Hamu spodziewali się kolejnego pewnego zwycięstwa. Dla Maltańczyków samo przejście przez pierwszą rundę i wyeliminowanie Ulisu Erywań było wielkim sukcesem, a piłkarze mecz z Anglikami traktowali jako nagrodę i byli świadomi, że to koniec ich przygody z europejskimi pucharami. A paradoksalnie to oni są w lepszej sytuacji przed rewanżem. Mimo wszystko, chyba trzeba sobie jasno powiedzieć, że pierwsze spotkanie to czysty wypadek przy pracy. Rywal został zlekceważony, a minimalizm nie popłacił. Można być pewnym, że rozdrażnieni piłkarze z Londynu będą chcieli zrehabilitować się za tamto spotkanie i zagrają z odpowiednią koncentracją i na swoim normalnym poziomie. Szykuje się wysoka wygrana gości, a trzy bramki to minimum.

