Na sam koniec pierwszej kolejki, w poniedziałek, West Bromwich Albion podejmie kandydata do mistrzostwa Anglii - Manchester City. Goście na pewno nie będą mieć łatwej przeprawy. Mimo że WBA w poprzednich rozgrywkach zajęło tylko trzynastą pozycję, to końcówka sezonu była piorunująca w ich wykonaniu. Wygrali nawet z mistrzowską Chelsea 3-0, co musi budzić podziw. W zespole został fantastyczny Saido Berahino, a linię ataku wzmocnił pozyskany z Liverpoolu Rickie Lambert. Drużyna wygląda solidnie i to nie tylko w ataku. O ile kibice West Bromu mogą powiedzieć, że mają całkiem niezły skład, o tyle ci z Manchsteru mogą się tylko na nich spojrzeć z politowaniem. Ich zespół to inny świat, z takimi nazwiskami jak Aguero, Silva czy Toure. Co prawda nie wiadomo czy każdy z nich wybiegnie w poniedziałek na murawę, bo akurat się tak złożyło, że największe gwiazdy MC leczyły urazy, ale okazuje się, że wątpliwy jest tylko występ Iworyjczyka. Jedynym zgrzytem w drużynie City może być Sterling, ponieważ jest to raczej piłkarz przereklamowany. Czas pokaże czy był wart ogromnych pieniędzy. Niemniej, kadra Manuela Pellegriniego jest bardzo silna i przede wszystkim zgrana. Będzie ciężko wygrać na terenie WBA, jednak raczej powinno się to udać ekipie The Citizens.
Startuje francuska Ligue 1. W niedzielę Olympique Lyon podejmie u siebie Lorient. Już kilka ładnych lat minęło od czasu, kiedy Les Gones dominowali we Francji, zdobywając tytuł 7 razy z rzędu. Po wpompowaniu ogromnych pieniędzy w PSG i AS Monaco, OL przestał pełnić rolę hegemona, ale nadal potrafi nawiązać walkę z czołówką. Prezes klubu Jean-Michel Aulas jest zwolennikiem filozofii opierającej się na promowaniu młodych graczy i sprzedawaniu ich za wysoką cenę. W kadrze aż roi się od wychowanków, spora ich część zapełnia pierwszy skład. Najnowsze produkty OL to Alexandre Lacazette i Nabil Fekir, którymi interesują się najsilniejsze kluby Europy. Z kadry Lyonu nie ubył nikt znaczący, sprowadzony za to został Rafael z Manchesteru United i Claudio Beauvue z Guingamp. Należy się też spodziewać nowych wychowanków. Natomiast sytuacja w Lorient nie wygląda kolorowo. Po bardzo słabym ostatnim sezonie i 16 miejscu, trudno teraz wymagać od tego zespołu czegoś więcej, skoro do Aston Villi odszedł najlepszy zawodnik - Jordan Ayew. Lyon ma już za sobą jeden mecz. Les Gones grali o Superpuchar Francji, który jednak nie dostał się w ich ręce na rzecz PSG. Potentaci pokroju paryżan wydają się na razie poza zasięgiem, ale ze słabszymi drużynami podopieczni Huberta Fourniera powinni sobie bez problemów radzić, zwłaszcza grając na Stade Gerland. Zatem wiele wskazuje na to, że OL zainkasuje trzy punkty na początek sezonu.
W pierwszej kolejce Ligue 1 swoje siły sprawdzą Montpellier i Angers. Kibice gospodarzy na pewno mają jeszcze gdzieś w pamięci mistrzowski sezon. Nie wydarzyło się to wcale dawno, bo to był sezon 2011/12. Wtedy Montpellier rywalizował o koronę z zasilanymi już wtedy petrodolarami paryżanami. Z sukcesu skromnego, sympatycznego klubu cieszyła się cała Francja (poza stolicą), gdyż biedny wygrał z zamożnym. Dlaczego warto o tym wspomnieć? Ponieważ minął zaledwie sezon, a Montpellier musiał się już zadowolić miejscem w środku tabeli. Nic się nie zmieniło w kolejnych latach. Zostali zdystansowani na tle finansowym, ligowych rywali było stać na zatrzymanie kluczowych graczy i kupno nowych, a w HSC co sezon następowały zmiany. W obecnych rozgrywkach ponownie nie należy się spodziewać walki nawet o europejskie puchary. Co prawda zespół zasilił sprowadzony z Bastii fenomenalny ofensywny pomocnik - Ryad Boudebouz, jednak odszedł Lucas Barrios, który był bardzo mocnym punktem Montpellier i gwarantował jakość w ataku. Natomiast Angers to beniaminek, drużyna nieposiadająca w składzie znanych zawodników. Zatem klub ten jest skazany na walkę o utrzymanie. Wygląda na to, że grający jako gospodarz Montpellier poradzi sobie z teoretycznie słabszą drużyną. Nie powinno być żadnej niespodzianki i HSC zgarnie trzy punkty.
Mistrz Polski rozczarowuje i to bardzo. Po trzech kolejkach ma tylko trzy oczka. Dorobek ten byłby jeszcze gorszy, gdyby nie bramka w ostatnich sekundach, dająca zwycięstwo z Lechią Gdańsk. Porażki z Pogonią i Wisłą były spowodowane przede wszystkim kompromitującymi błędami w obronie. W ataku Lech grał także bardzo nieporadnie. Tak jakby brakowało koncentracji. Kolejorz więc nie wystartował tak jak od niego oczekiwano, ale to samo można powiedzieć o... Koronie. Nikt się nie spodziewał, że w dwóch pierwszych meczach kielczanie zainkasują komplet. Dopiero w poprzedniej kolejce podopieczni Marcina Brosza stracili punkty. Prawdopodobnie tak samo będzie w sobotę. Kibice Lecha nie wyobrażają sobie kolejnej wpadki, zwłaszcza na własnym stadionie. Jak wiadomo polskie kluby przyzwyczaiły do tego, że grając co trzy dni, tracą punkty w lidze, ale nie może się to powtarzać notorycznie. Lech jest lepszy kadrowo, nie może sobie pozwolić na to, żeby czołówka mu uciekła i jest zobowiązany zgarnąć trzy punkty.
Pierwsza kolejka Premier League i już wielki hit. Manchester United zmierzy się u siebie z Tottenhamem Hotspur, zatem na boisku powinno być wiele emocji. Kibice Czerwonych Diabłów oczekują, że Manchester w końcu realnie włączy się do walki o mistrzostwo Anglii. Za to Koguty chcą się bić o miejsca gwarantujące występ w Lidzie Mistrzów. Kto zatem będzie się cieszył po meczu? Chyba jednak gospodarze. Louis van Gaal ma do dyspozycji zawodników ze światowego topu i sam trener powinien mieć też świadomość, że nadchodzi pora, aby pokazał swój kunszt szkoleniowy. Klub z Old Trafford zrobił przemyślane transfery. Morgan Schneiderlin i Bastian Schweinsteiger swoimi nazwiskami będą straszyć nie tylko komentatorów, którym może się zaplątać język, ale przede wszystkim zawodników drużyny przeciwnej. To dwójka prawdziwych wojowników, którzy perfekcyjnie nadają się do Premier League. Morgan już to potwierdził, będąc wyróżniającym się zawodnikiem Southampton. Bastian także nie powinien mieć żadnych problemów z zaaklimatyzowaniem się w Anglii. Do klubu przyszedł też z Italii Matteo Darmian. Zawodnik ten może grać zarówno na boku obrony, jak i na skrzydle, zatem świetnie odnajdzie się w systemie z trójką obrońców, który preferuje Louis van Gaal. Co prawda odeszło dwóch napastników, Robin van Persie i Radamel Falcao. Przyszedł jednak Memphis Depay, który ma ogromny talent i nie powinien zawodzić. Zespół z Londynu tak nie szalał w okienku transferowym. Wzmocniono przede wszystkim linię defensywną. Przyszło dwóch stoperów - Toby Alderweireld i Kevin Wimmer. O miejsce na prawej obronie ma walczyć pozyskany z Burnley Kieran Trippier. Z Tottenhamu odeszli Younes Kaboul i Vlad Chirches, zatem cała defensywa została przemeblowana. W dodatku ubyły dwie ważne postacie z środka pola, czyli Paulinho i Stambouli. Manchester gra u siebie, ma apetyt i predyspozycje, aby walczyć o mistrzostwo, nikt szczególny nie ubył, a przyszli bardzo wartościowi zawodnicy, natomiast w Tottenhamie nastąpiło małe trzęsienie ziemi, zwłaszcza obrona będzie niezgrana. Dlatego trzy punkty na konto zapiszą sobie Czerwone Diabły.
Mistrz Francji - drużyna PSG rozpocznie ligowe zmagania na wyjeździe przeciwko LOSC Lille. Gospodarze nie mogą być zadowoleni z ostatniego sezonu. Przyzwyczaili swoich kibiców do regularnego kwalifikowania się do europejskich pucharów, a tym razem zajęli tylko ósme miejsce. Natomiast w Paryżu katarscy właściciele wciąż snują plany o wygraniu Ligi Mistrzów, zbudowaniu drużyny marzeń i wzbiciu się na najwyższy europejski poziom. Przekonują fanów ze stolicy Francji, że to teraz nastał ten sezon, który zapisze się do historii PSG i będzie długo wspominany. Ta opinia oczywiście jest przesadzona, ponieważ na sukcesy na arenie europejskiej jest nadal za wcześnie dla podopiecznych Laurenta Blanca, ale w ligowym wymiarze to oni są hegemonem. Finansowo odskoczyli wszystkim klubom Ligue 1. Pieniądze są wydawane na klasowych zawodników, którzy zapewniają wysoką jakość na boisku. W tym okienku pozyskany został Angel di Maria, ale warto też zaznaczyć, że wykupiono (wcześniej był tylko wypożyczony) Serge Auriera z Toulouse. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej jest niezwykle utalentowany i niedługo jego nazwisko będzie tak samo rozpoznawalne jak jego partnerów z zespołu. Lille musi się pogodzić z rolą ligowego przeciętniaka. Odeszli zawodnicy kluczowi, tacy jak Simon Kjaer, Adama Traore, Idrissa Gueye oraz Divock Origi. Nikogo znaczącego nie sprowadzono. Jeżeli Paris Saint-Germain nie wygra tego spotkania, będzie to dużą niespodzianką.
Mecz beniaminków. Termalica nie wyobrażała sobie tak słabego początku sezonu. W Niecieczy mieli świadomość, że będzie ciężko, ale nikt nie spodziewał się, że aż tak. Minęły 3 kolejki, a Słoniki mają na swoim koncie zero punktów i zero strzelonych bramek. Może to boleć o tyle, że nie grają wcale tak tragicznie jak na to wygląda. Brakuje im boiskowego cwaniactwa i wyrachowania. Potrafią przeprowadzić ładną i składną akcję, aby nagle fatalnie przestrzelić w dogodnej sytuacji. Obrońcy są jak tykające bomby. Nigdy nie wiadomo, kiedy zrobią jakiś trywialny błąd i przeciwnik strzeli gola. Termalica nie awansowała jednak do Ekstraklasy przypadkiem i ta niechlubna passa w końcu się zakończy. Natomiast Zagłębie to drużyna grająca bardzo chimerycznie. Potrafią najpierw zagrać słabo i zremisować z Podbeskidziem u siebie, później jeszcze słabiej i nie uzyskać nawet punktu z Koroną na własnym terenie, by niespodziewanie wywieźć trzy oczka z Białegostoku. Na papierze mecz wydaje się być wyrównany, jednak Miedziowi już pokazali, że w takich konfrontacjach radzą sobie miernie. Termalica za to będzie chciała się odbić od głębokiego dna w jakie wpadła. Zagrają z maksymalnym zaangażowaniem i są w stanie w końcu zdobyć upragnione pierwsze trzy punkty w Ekstraklasie.
To co stało się w pierwszym meczu zadziwiło wszystkich. W futbolu zdarzają się oczywiście niespodzianki, drużyna teoretycznie słabsza potrafi sprawić psikusa silniejszemu na papierze przeciwnikowi i wygrać z nim mecz, ale żeby przegrać aż 0-4 na własnym terenie, będąc o kilka klas lepszym? Sampdoria radziła sobie dobrze w ubiegłym sezonie Serie A, była groźna dla każdego, na jej grę patrzyło się z przyjemnością. W przerwie letniej skład został zmieniony, nie ma już w klubie uzdolnionego Pedro Obianga, który odszedł do West Hamu United, silny i rosły napastnik Stefano Okaka zasilił belgijski Anderlecht. Strzegący bramki reprezentant Argentyny - Sergio Romero odszedł do Manchsteru United. W klubie nie ma też Samuela Eto'o, tyle że ten zawodnik w przeciwieństwie do pozostałych ubytków nie zaprezentował w drużynie z Genoi nic szczególnego. Jednak do włoskiego klubu przyszli, wydawałoby się, wartościowi piłkarze. Fernando z Szachtara Donieck miał wzmocnić środek pola, a wykupienie Luisa Muriela miało sprawić, że nie będzie problemów ze snajperem. Zarówno jeden jak i drugi zagrali w pierwszym spotkaniu, a mimo to mecz zakończył się kompromitacją. Vojvodina ma w kadrze utalentowanych zawodników, klub stawia na młodzież. Brak doświadczenia nie był problemem w pierwszym meczu, powiew młodości i świeżości okazał się jedynie atutem. Drużyna z Serbii ma już praktycznie zapewniony awans, jednak Sampdoria będzie chciała zachować twarz odpadając z pucharów, dlatego raczej skromnie wygra rewanżową konfrontację.
Mistrz Białorusi - Bate Borysów zmierzy się z najlepszą drużyną na Węgrzech, czyli Videotonem. W pierwszym meczu padł remis 1-1, który premiuje Bate przed rewanżem. Dodatkowo Białorusini byli bardzo blisko zwycięstwa. Prowadzili od 56 minuty, a ataki Videotonu były bardzo chaotyczne, co sprawiało, że nie stwarzali realnego zagrożenia pod bramką rywala. Dopiero przed doliczonym czasem gry udało się zdobyć gola wyrównującego, który pozwala marzyć jeszcze o awansie do IV rundy kwalifikacji. Niemniej, to węgierscy piłkarze będą musieli zaatakować. Drużyna z Borysowa zatem cofnie się i nastawi na kontry. Zagra tak jak lubi, co może spowodować, że odkryty Videoton straci łatwo bramkę. Goście na pewno mają bardzo trudne zadanie i raczej nie są w stanie przeszkodzić drużynie Bate w awansie. Z przodu po odejściu Nemanji Nikolicia także nie mają kim straszyć. Pozostali zawodnicy są po prostu przeciętni i o wiele słabsi od ich odpowiedników z białoruskiego zespołu. Dlatego to Bate zwycięży i przypieczętuje swój awans do kolejnej fazy eliminacyjnej Ligi Mistrzów.
Piłkarze z Amsterdamu po pierwszym spotkaniu muszą odczuwać duży niesmak. Niby wywieźli bramkowy remis, który stawia ich w lepszej sytuacji przed rewanżem, ale okoliczności tamtego spotkania nie były dla podopiecznych Franka De Boera szczęśliwe. Ajax wygrywał bowiem już 2-0 i nic nie wskazywało na to, że coś złego ich może spotkać. Rapid strzelił kontaktowego gola, później jednak musiał grać w dziesiątkę z powodu czerwonej kartki. To nie sprawiło, że drużyna ze stolicy Austrii zaczęła kurczowo bronić dostępu do własnej bramki. Udało się wyrównać na 2-2, czyli dokonać czegoś nieprawdopodobnego. Rapid pokazał charakter i udowodnił, że trzeba się z nim liczyć. Austriacy mają wiele atutów w ofensywie. Robert Berić i Florian Kainz potrafią straszyć obrońców rywali, a nieobliczalny 20-letni ofensywny pomocnik Louis Schaub to motor napędowy zespołu. Ajax z przodu także ma się kim pochwalić. Davy Klaasen zdobył dwie bramki w pierwszym meczu i jest na tyle utalentowany, że powoli Amsterdam staje się dla niego za ciasny. Arkadiusz Milik to kolejna perełka Ajaxu. Co w takim razie rozstrzygnie o końcowym rezultacie? Doświadczenie i obycie w europejskich pucharach. Holendrzy nie pozwolą sobie na odpadnięcie na tym etapie. Dodatkowo o ile Rapid ma kim straszyć z przodu, to obrona wygląda przeciętnie. Zatem to w Amsterdamie będą cieszyć się z awansu po zwycięskim meczu.




